Wcześniej używaliśmy tylko kajdanek i czarnej przepaski on kładł się z podwiniętymi kolanami a ja chodziłam dookoła niego dawałam mu do wąchania stopy w pończochach używanych przez cały dzień, dosiadałam jego plecy i ciągnęłam za włosy delikatnie podskakując, niech czuje cały słodki ciężar kobiety. Teraz za niewydajne spijanie czekolady był karany! Najpierw nakazałam mu wysunąć język a ja stopą ocierałam się o jego czerwony organ robiąc sobie z niego prawdziwą wycieraczkę! Kawałki trawy i zielska mieszały się z gęstym musem, a on pokornie pił, uwielbiałam, gdy pokornie przyjmował takie kay. Kiedy wytarłam jedną nogę i drugą o język on chciał ją dotknąć zacząć ssać paluszki tak zawsze próbował okazać skruchę i zachęcić mnie do intymnej zabawy. Tym razem nie dałam się w tą wyuczoną monotonię wciągnąć, odeszłam na bok i rozkazałam pójść do domu i czekać na kolejne rozkazy. Sama włożyłam szeroki długi płaszcz na moje ciałko okryte tylko bielizną i udałam się do lasu. Specjalnie wybrałam ścieżkę, którą najczęściej chodził na ryby wzięłam telefon komórkowy ze sobą. Wybrałam formę smsów nie będę się zniżać do rozmowy to miało być coś nadzwyczajnego musiał mi pokazać swoją uległość.

Rozpoczęłam korespondencję:
„Siedzę na pniu z rozpiętym płaszczem, odsunęłam na bok pasek stringów, nawet nie wiesz jak w słoneczku ona błyszczy chciałbyś dotknąć mojej szpary piesku?”
Długo nie czekałam na odpowiedź
- Tak bardzo, co mam zrobić Pani?
„Wyjść na zewnątrz boso całkowicie bez ubrania i podążyć w moją stronę główną ścieżką, którą zawsze chodzisz na ryby”
- Nagi a jak ktoś mnie zauważy?
„Chesz swojej dominy czy nie? Ona długo nie będzie taka ciepła, jak uklękniesz schylisz głowę, może na chwilę pozwolę ci polizać”
„Mam się sama piesku pieścić w plenerze czy mi pomożesz?”

Pierwszy raz odkryłam w sobie tak twardą sukę, ale podniecało mnie że mąż jak sterowany spełnia moje rozkazy!

Related posts:

  1. Z żony do dominy cz.4
  2. Z żony do dominy cz.2
  3. Z żony do dominy cz.5 ost.
  4. Twarz w pośladkach dominy

Brak komentarzy »

Brak komentarzy.

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URL

Dodaj komentarz